Granice w internecie

Internet kieruje się swoimi prawami – nie da się temu zaprzeczyć. Chcielibyśmy, żeby był odzwierciedleniem rzeczywistości, ale nie jest. To miejsce, gdzie człowiek rządzi regułami, nie odwrotnie.

Internet jest zupełnie innym światem, miejscem, gdzie wypowiedzieć może się właściwie każdy. Wystarczy mieć łącze internetowe, żeby zamienić się w kogoś zupełnie innego. Na tym właśnie polega magia internetu – to człowiek ustala, gdzie są granice. Oczywiście z poszanowaniem wolności słowa. Tylko jak naprawdę wygląda wolność słowa w internecie?

Wielki wór bez granic

Internet można porównać do wielkiego worka, do którego wrzucić można właściwie wszystko. Są pewne ograniczenia, narzucane odgórnie przez twórców stron czy portali społecznościowych – wszelkie wpisy mające charakter rasistowski, mowy nienawiści, namawiające do przemocy czy przesadnie wulgarne powinni być usuwane. Jednak w praktyce, takie rzeczy nie zawsze są wyłapywane przez wyszukiwarkę czy użytkowników. Ich treści idą dalej w świat, powodując szerzenie się fałszywych informacji. Jeśli chodzi więc o wrzucanie kłamstw do internetowego worka – niewiele jest granic, które mogłyby to zatrzymać. Dlatego przy wyszukiwaniu informacji/stron trzeba korzystać z własnego rozumu, żeby uniknąć wprowadzenia w błąd.

W internecie każdy może, nie każdy powinien

Przed monitorem twórcą może być każdy. Wystarczy znać podstawowe zasady obsługi komputera, w niewielkim stopniu język i…tyle. Najmniejsze kwalifikacje na świecie. Można wypowiadać się jako lekarz, prawnik, dziecko, dorosły, student albo każdy inny specjalista. O ile strona sama nie narzuca weryfikacji, to praktycznie nie ma możliwości sprawdzenia kto jest autorem słów. To znaczy teoretycznie można to zrobić, ale jeśli wpis albo strona nie mają charakteru przestępczego, to sprawdzanie kto „siedzi po drugiej stronie” jest nielegalne. Godzi w wolność słowa i w prawo do prywatności. A potencjalnie to właśnie jest największym zagrożeniem. Skoro każdy może podać się za dziecko, to jak sprawdzić z kim rozmawia 12 letnia Zosia? Jeśli każdy może w internecie wypowiadać się jako lekarz, to może np. namawiać do rezygnacji z leczenia lub nawet wizyt w razie choroby. Znajdą się ludzie, którzy w to uwierzą – przecież podpisał się jako lekarz, dlaczego miałby kłamać? Problem polega na tym, że w internecie kłamać może każdy. W przeciwieństwie do „realnego” życia, tutaj można być kim się chce, pisać co się chce – i liczyć na to, że nikt nigdy nie pozna prawdziwej tożsamości. Jeśli nie narusza się granic narzuconych przez prawo, to we wszystkich innych dziedzinach obowiązuje wolność wypowiedzi. W idealnym świecie internauci nie powinni tego nadużywać, jednak internet takim światem nie jest. Zbyt często puszczają granice i ekran monitora staje się miejscem ujścia życiowej frustracji. Na szczęście jest też światełko w tunelu – wiele osób korzysta z niego w sposób absolutnie świadomy, bez zbędnego hejtu czy szerzenia nieprawdziwych informacji.

Jak oceniasz artykuł?

/ 5.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *